Bourbon

Codziennie myślę.
O Tobie
O mnie
O błędach
Twoich
Moich
A potem o czerwcu
Bourbonie
Tobie
Na mnie.

Reklamy

Dobroć (fragm.)

Ostatni tydzień marca przyniósł mi Jego.
To on był pierwszym „dobrem” od sierpnia/października, przynosząc mi uśmiech. Tamten tydzień marca obfitował w mnóstwo słońca. Budziłam się z rana, myśląc o nim i o nowej pracy.
*
((Nie mogłam, pić, jeść, spać. I we wtorek, gdy poszłam spać o 2, obudziłam się o 7.00. Wtedy gdy zaczynałeś dzień. ))(28.06)
*
On też mnie uratował.
Tak, mogę to powiedzieć z czystym sumieniem, mimo tego, co się stało w tamte święta.
B., uratował mnie.
Sprawił, że mojej twarzy gościł uśmiech nawet po tym miesiącu. A ja regularnie przypominałam sobie jego słowa. I Jego.
Nawet teraz gdy zaraz miną 2 miesiące 3 miesiące.
Ja się ciągle uśmiecham.
Także nowe zmarszczki od uśmiechania zawdzięczam mu.
Szkoda, że nie mogę uśmiechnąć się do niego.
Uśmiechnęłam się, kilka dni temu wiele razy…
***
Widzieć Cię ponownie było dziwnie.
Tym razem bardziej intensywnie.
Sam przyznałeś, że tam jesteś odważniejszy.
Szkoda, że wtedy, 30 marca, nie byłeś odważny tam, w moim miejscu.
Dzisiaj byłoby inaczej.
Byłoby zupełnie inaczej.
Teraz siedzę na pintereście i przypinam smutne cytaty.
Jakoś muszę Cię „odchorować”.
Zapomnieć
Ale trudno
jak wszystko jest
tak cholernie prawdziwe i pasuje jak ulał do mojej sytuacji.
***
Moja najsmutniejsza piosenka młodzieńczego czasu, „Goodbye my almost lover”
Bardzo aktualna.
Żegnaj, w końcu muszę o Tobie zapomnieć.
Lecz wspomnienia są wieczne.
O nich nie zapomnę.

*
Powiedziałam Ci to, że mnie uratowałeś, powiedziałam o tym czasie i, że Ci dziękuje.
Powiedziałeś, że doceniasz szczerość, że nie powinnam o sobie tak myśleć i coś jeszcze czego nie mogę sobie przypomnieć.
Ale jak mam tak nie myśleć skoro sama sobie Ciebie zabrałam.

4 tygodnie, czas i 3 rzeczy

Mijają właśnie 4 piękne tygodnie, w których chodzę wiecznie uśmiechnięta, non stop.
Tak pięknie nie było od.. nawet nie pamiętam, żeby tyle dobra spotkało mnie w ciągu tak krótkiego czasu.
Jedna sytuacja, trochę przyćmiła ten czas.
On.
Tłumaczę sobie, że tak musiało być, on jest nie dla mnie..
Chciałeś przebić się przez moją tarczę,
Byłeś pierwszy
Nigdy Ci tego nie zapomnę

*
Rozstańmy się
Myśli swoje od Ciebie zabieram
By żyć dalej bez Ciebie
By uśmiechać się, gdy pomyślę nad tym krótkim, pięknym czasem
Nie smucić się
Iść dalej
Bez Ciebie
Musisz głowę mą opuścić,
Kochany
*
Zeszły rok był najgorszym i najlepszym rokiem.
To zaskakujące, że dopiero po pewnym czasie to zauważyłam, wtedy gdy było źle. Bardzo źle.
Czasem chcemy czegoś, myślimy o tym, a później nawet nie zauważamy, że to się stało. Zupełnie jak w moim filmie, Pod Słońcem Toskanii.
Trzy rzeczy o których marzyłam, o niektórych od zawsze, o innych trochę krócej się wydarzyły. Czasem trzeba się zastanowić, spojrzeć w tył i może to o czym marzyliśmy już mamy?
Tak, tego nauczył mnie zeszły rok.
Spoglądajac w przeszłość patrz na dobre rzeczy. Złych i tak już nie zmienisz.
Toteż odpuść je sobie i żyj.

W ogrodzie

Poznałam Cię
Na palcach dwóch rąk zliczę dni-słowa z Tobą
Nie masz pojęcia co mi dałeś
Dałeś mi mnie.
Odczarowałeś mnie.
Poczułam się
…piękna
Piękna byłam dla Ciebie i w Twoich oczach
Nic mi więcej nie było trzeba

A co jeśli byłeś moja trzecią, ostatnia miłością
Ludzie mówią, że trzeba czasu na miłość
Też tak twierdziłam
Ale czy na pewno?
Mój romantyku
To ja nią jestem
Okropną romantyczką
Wiem, że to moja wina
Ale Twoja też
Ja pokazywałam Ci uczucia
Ty mnie odpychałeś
Nie cierpię tamtej nocy
Zrujnowała coś

Tak dobrze się z Tobą czułam
Tam wtedy, w moim miejscu
W moim ukochanym miejscu
Jak w domu
Ty byłeś nim
Wiesz jak mogłoby być kiedyś
W ukochanym miejscu, z ukochanym
Uśmiecham się na te myśl, zawsze

Spijałam Twoje usta, Twój głos mnie oplatał
Chciałam, żeby oplotły mnie Twoje ręce
Za szybko, za szybko
Jesteś ciągle brzydka
Krzyczał mózg
Pocałuj mnie
Obejmij mnie
Krzyczała dusza

Byłam tam ostatnio
Powietrze pachniało tak samo
Ale nie było Ciebie
Byłam sama
Nikt mnie nie rozmieszał
Ale przypomniałam sobie scenę z mojego ulubionego filmu
Pod Słońcem Toskanii
I zobaczyłam piękno Ogrodu
Poczułam świeże powietrze
I zobaczyłam ptaka budującego gniazdo dla swojego potomstwa i się uśmiechnęłam
I wiedziałam, że będzie dobrze
*
Ja chcę Twojej duszy
Ty chcesz mojego ciała
A ja Ci je dam
*
Nic o mnie nie wiesz, a jesteśmy tacy podobni, tacy podobni
Jak Lizy i Mr Darcy

Miałeś być mój

Czasem patrzę na niebo i chciałabym żebyś Ty też na nie patrzył
Byłoby tak jakbyśmy byli razem
Żegnaj miłości
Co się nawet nie zaczęłaś

Pomyśl o mnie czasem
Niech Ci też sen czasem zburzę,
Kochany.

Jaśniej, proszę.

Ten moment gdy chciałam puścić sobie piosenkę na dobry humor, a nie mogłam takiej znaleźć w swojej głowie zapamiętam na długo. Co to może znaczyć dla mnie? Może dałam sobie przyzwolenie na przeżywanie tylko i wyłącznie smutku. Niby nic się nie wydarzyło, ale całe moje ciało chciało słyszeć to co słyszy moja dusza.
Małą, tlącą się iskierkę nadziei pośród tego całego bagna, które powoli wciąga mnie w swoją głębię, bo za mocno się szamocę.
To niesamowite jak bardzo oszalałe są moje emocje. Jesteśmy szczęśliwi, mijają sekundy, a my chcemy zapaść się pod ziemię, albo odwrotnie. Z tej czarnej mazi przebija się jedna, jasna smuga, czegoś, czego nie potrafimy nawet określić, lecz jak głupcy się jej trzymamy, jak tonący brzytwy.
W nadziei i szczęściu jest coś niesamowitego, wystarczy ich gram w tonie niczego, a potrafimy zamienić proporcje. W moim przypadku jest to zgubne, tak dokładnie. 3 lata temu stało się coś, co dało mi nadzieje, a potem bańka prysła. Ja zostałam z niczym i się zaczęło. Kolejna zmiana. Tak, to też była moja zmiana, ale bałam się przyznać.

Czy w takiej duszy i życiu jak moje nie ma już miejsca na coś dobrego, radosnego, ciepłego, kulistego? Kuliste szczęście. Nie wiem czemu, ale te słowa przynoszą mi ukojenie. Dostajesz namiastkę czegoś, a okazuję się, że to było Twoje pragnienie, które gaszone było raz to raz przez siebie samą.
Byłam swoją własną strażniczką prze tyle długich lat. Myślę, że czas zdjąć zbroję. Pozwolić sobie żyć, pozwolić sobie oddychać. Pozostać uważną sową, ale rozluźnić uścisk. Czas zostawić przeszłość za sobą, a nie nosić ją w prawej kieszenie ulubionych spodni.
Czy to będzie mój mały, duży krok? Nie wiem. Ale jedynej rzeczy, której chce, a właściwie potrzebuje jest jasność. Jasność dnia, która pochłonie mój mrok.
Proszę, o jedną smugę światła więcej.
***
Składam zbroję?
*
A w tle w końcu coś co daje mi siłę. Muzyka, dobra. Jasna.

Żarówka pojaśniała

Straciłam całkiem niedawno kontakt z dwoma dość ważnymi osobami.

Wina była w 90% moja, a właściwie mój charakter i to, że zawsze czuje się atakowana. Był to straszny okres w moim życiu. Moi rodzice się rozstawali (chociaż nie była to zła decyzja, wręcz najlepsza, gorsze było to co fundował nam ojciec, który przypomniał sobie o istnieniu mojej Mamy), moja babcia dostała diagnozę stwierdzającą raka, podwójne życie mojej Mamy i na dodatek to. To był straszny okres, szczerze to jak się zastanowię to pamiętam z niego tylko pracę i 3 dniowy wyjazd do Torunia. Na serio. Moja egzystencja polegała na siedzeniu w domu, oglądaniu seriali i filmów (Netflix wybawieniem), ale moim ulubionym zajęciem było patrzenie się w jeden wybrany punkt tak że przestawałam widzieć wszystko wokoło. Cały czas tak robię, jednak nie tak często.
Ten stan, kiedy jedyną rzecz, która możesz robić jest – nic – jest najgorszy. Nie mogę czytać, nie mogę przygotowywać pracy dyplomowej, nie mogę się skupić i nie czerpie radość z jednego z moich ulubionych zajęć, gotowania. Uwielbiam gotować, szukanie przepisów, czytanie o kuchniach świata sprawia mi przyjemność, a przynajmniej sprawiało.
Przez te kilka tygodni towarzyszyła mi niemoc, marazm, nicość, bylejakość. Strasznie czuje się w organizmie, który nic nie chce. Do tego należy dodać to, że jestem samotna, nie sama. Samotna jest odpowiednim słowem i muszę go użyć. Nie byłam w stanie poprawić swojego cv i wysłać, bo się bałam, nawet nie wiem czego. Niedawno miałam rozmowę o prace i strasznie się cieszyłam, że może coś, cokolwiek zacznie się dziać w moim życiu. Napisałam kilku osobom i odpisały mi życzliwie, że trzeba czekać, może się uda i dalej wysyłać. Wcześniej jeszcze te same osoby dostały ode mnie wiadomość o tym, że w ogóle ktoś się odezwał i też dostałam wiele wsparcia i wiadomości typu ‚daj znać jak poszło’, ‚powodzenia’, ‚będzie dobrze’ też były dla mnie ważne, ale wracając do najważniejszego. Kiedy po rozmowie byłam już w domu i rozmawiałam jedną z tych naprawdę życzliwych osób, odpisując na wiadomość na usta same wcisnęły mi się słowa, które cicho wyszeptałam: „Bez nich też jest życie”.
*
To była niesamowita ulga, ciągle czuję się źle z otaczającym mnie światem, jednak był to chyba pierwszy krok w przód od czasu świąt, kiedy w końcu stwierdziłam, że potrzebuje pomocy. Jeszcze po nią nie poszłam, jeszcze trochę.
*
I wtedy uświadomiłam sobie, że mam życie niezależnie od tego kto w nim jest, bo jak mówią wszyscy „trenerzy życia” i nie tylko, „ludzie życia za Ciebie nie przeżyją”.
*
To nie inni czynią Cię wartościowym.

Mogę bez nich żyć, najpierw nauczyłam się bez nich oddychać.

Na krok pierwszy przyjdzie czas.

W końcu zrozumiałam, tylko ile czasu zajmie mi wdrążenie tego w życie?

Pomoc kiedyś nadejdzie.

Zimno

Stałam na końcu molo. Temperatura otoczenia wynosiła -7,5 stopnia. Założę się, że na końcu tego mola było -15.
Stałam i patrzyłam na bezkres morza. Fale grały moją ulubioną piosenkę. Na horyzoncie stały statki, nie wiem ile było statków, ale na pewno wiele na nich ludzi tęskniących za domem.
Stałam tam tak długo, aż skóra na moich nogach zaczęła mnie szczypać, przestawałam je czuć.
Stałam tam i nic nie czułam, by poczuć coś.

Poznałam kiedyś Ciebie

Poznałam kiedyś chłopaka. Przez większość czasu nie zwracałam na niego zupełnie uwagi. Potem szybkie spotkanie, czas spędzony razem w gronie znajomych. I tak, dokładnie tak. Zakochałam się. Byłam wtedy młoda młodsza, miałam 19 lat, nigdy z nikim nie byłam i tylko wzdychałam do „obiektów zainteresowania.” Nie świadczy to, że byłam zimna czy wyrachowana, lecz strasznie kochliwa. Wystarczyła mi jedna z kilku cech, a przepadałam. Wracając do tego chłopaka. Typowy chłoptaś raczej powinnam napisać, a ja wpadłam jak śliwka w kompot. Zachowywał się w stosunku do mnie bardzo miło, za miło. Ja głupia uwierzyłam, że to coś więcej. Uwierzyłam. Pierwszy i ostatni raz. Nie winie go, bo nic nie mówił, nic nie wskazywało, ale ja głupia 19-latka dopisałam swoje, spragniona miłości i opieki, ale też bezpieczeństwa. Zła byłam na siebie i zła jestem o to do dzisiaj, trochę też mi przykro. Chyba już nigdy nie uwierzę, że moja okropna, zewnętrzna powłoka mogłaby komuś przypaść do gustu. Bo ta wewnętrzna też nie ma się czym pochwalić. Co chyba jest smutniejsze.

Myślę, że w swoim życiu za dużo naczytałam się Jane Austen, C. Bronte, L. M. Montgomery czy po prostu jestem zbyt dużą marzycielką. Pisząc te zdanie, prąd przez palce stukające w klawiaturę winien mnie kopnąć. Taki delikatny. Jane nigdy by tego nie powiedziała. Tak sobie myślę. Chyba byłybyśmy przyjaciółkami od serca. Bo pod tą moją skorupą, kryje się dusza utkana z tych właśnie książek. Zawsze taka byłam, tylko życie pokazało mi, że nie mogę. Zatraciłam tę Dianę, która zawsze patrzy,jest oczarowana chwilą i cudem świata. Czasem przypominam sobie słowa mojej nauczycielki, które mówiły o tym, że należy zatrzymać się i podziwiać to co wokół nas. To ona wskazała mi drogę literacką i ukształtowała poniekąd wrażliwość na słowa.
Tak chyba mogę to ująć, zaczęło się od Ani z Zielonego Wzgórza, która jest książką dla mnie wybitną to głupie słowo. Książką marzeniem raczej. To wszystko miało na mnie wpływ.
Gimnazjalne ciężkie książki, a potem urok odkrytej A. Christie, Austen, ciężką Marklund w liceum. Do tego dodaj traumatyczne zdarzenia dla mojej osoby i ciach. Skorupa zamknięta. Nigdy nieotwarta. I taka chyba pozostanie. Nie mogłabym w tym momencie wszystkiego otworzyć, by może się zmienić albo i uratować.
Nie można zmienić i zabrać mi tego co jest we mnie najgorsze, a jednocześnie trzymało mnie przy życiu. To najdziwniejsza rzecz na świecie.
Bo moja oschłość, sarkazm, ironia, nerwy, płochliwość, brak zaufania, paranoja, agresywność…to rzeczy, które mnie uratowały. Ale też cholernie zniszczyły. Jak zabrać coś, co dało mi możliwość oddychania na tym ziemskim padole, nie oddaniu życia. Jak? To tak jakby zabrać wodę. Nie mogę przecież żyć bez wody.
Może powinnam nauczyć się żyć bez tej wody?
Może już porzuciłam skrzela i wykształciłam oskrzela? Tylko jeszcze o tym nie wiem…
Jedno wiem na pewno. Jestem dziwna.
*
*
*
*
Poniższe słowa, napisałam otumaniona miłością do tego chłopca. Pierwsze wydarzyły się naprawdę, drugie w mojej dziewczęcej głowie.
Och, jak bardzo był nie wart tych słów.

„- Co Ty beze mnie zrobisz przez te dwa dni?
-Nie wiem, nie wiem. będzie ciężko.

-Co Ty beze mnie zrobisz przez te dwa dni?
-Nie wiem. Na pewno trochę powspominam. Zamknę też oczy by twarz Twoją zobaczyć. Przypomnę sobie dotyk Twych dłoni na mojej twarzy, gdy odgarniałeś moje włosy. Będę smutna, to na pewno. Dzień bez Ciebie to dzień stracony.
Przypomnę sobie Twój zapach. Gdy na ulicy będę mijać mężczyzn podobnych do Ciebie, będę wiedzieć, że to nie Ty. Wtedy posmutnieje jeszcze bardziej. Każdy męski zapach będzie pachniał dla mnie tak samo. Tobą.
Potem przypomnę sobie Twoje dłonie na mojej talii. Twoje przytulanie, dotknięcia mojego karku. Twoje ciepłe ręce. Twoje słowa. Twoje wszystko.
I będzie tak jakbyś zawsze był ze mną.”

d.

życie-ludzie-życie

Na nasze życie, to jak wygląda, jak będzie wyglądało, jak się czujemy ze sobą na co dzień, co możemy osiągnąć, czy będziemy z siebie dumni mają inni ludzie. Nie jest to odkrywcze oczywiście, ale w momencie kiedy inni ludzie mają na Ciebie taki wpływ, który nie pozwala zawierać innych znajomości, a co gorsza ja już zostaną zawarte będą i tak toksyczne. Bo ktoś kiedyś miał na Ciebie tak ogromny wpływ, że dzisiaj uważasz się za osobę toksyczną.
W moim przypadku nie będzie to jedna osoba, a kilka. Jedna z nich powinna być la mnie najbardziej pomocnym człowiekiem na świecie. Ale nie udało się jej. Dokładała tylko kolejną cegiełkę do mojej psychiki robiąc z niej totalne gówno. Nic innego na myśl mi nie przychodzi, a starałam się, jakieś 20 sekund.
Ludzie mówią i robią to co chcą. Nieważne jest to, że prawdopodobnie zabijają w Tobie raz po raz drobne cząsteczki szczęścia, zaufania, dobra i wiary. Nie liczą się z tym, no halo, w końcu kim Ty dla nich jesteś? Nikim.
Brak poszanowania innych ludzi tkwił w ludziach, można śmiało powiedzieć, że od zawsze. Czy to słowny czy to kulturowy. Lecz im dalej brniemy w XXI wiek, nie chce mówić, że jest straszny i okropny, bo szanuje wszystkie wspaniałe rzeczy w nim odkryte, to jest gorzej.
Okrucieństwo z jakim się spotkałam na zawsze mnie zmieniło. A okrutni byli dla mnie ludzie. Za każdym razem gdy przypominam sobie te rzeczy nie mogę w to uwierzyć jakim i istotami się staliśmy. Tak, oczywiście, najgorsze rzeczy spotkały mnie ze strony rówieśników, ale w dorosłym życiu to z dorosłymi, na papierze, miałam do czynienia. Nie wybielając siebie oczywiście, nie jestem idealna. Czasem ironiczna, sarkastyczna, a co gorsza cyniczna. Lecz nigdy nie mogłabym skrzywdzić kogoś celowo, tak, że ten psychiczny ból zostałby z nim na zawsze.
A wiesz dlaczego? Dlatego, że sama byłam tak traktowana, wielokrotnie.
Zawsze zadawałam sobie ulubione pytanie ofiar, różnych rzecz, co im zrobiłam?, dlaczego tacy dla mnie są? przecież nic im nie zrobiłam, byłam miła.
Tak, byłam miła. Z biegiem czasu mam wrażenie, że to najgorsza rzecz jaką mogłam zrobić, byłam miła. Potem być miła przestałam, pierwsza zmiana w wieku 16 lat.
Druga w wieku 17 lat, a ostatnia w wieku 19 lat. Najważniejsza była 2, nie pierwsza, nie ostatnia, to nie ten moment w którym mówimy, że to co środkowe jest takie środkowe, jak w przypadku dziecka.
Pierwsza była wstępem, druga pozwoliła mi prawie wszystko zrozumieć, a trzecia określić, objąć wstęgą dorosłości splecioną z powagi, siły, śmiechu i chęcią życia. Dziwne składniki, ale tak bym je określiła. Dała mi jednakże pozorną siłę. Wiek 19nastu lat to za wcześnie na podjęcie takich decyzji jakie podjęłam.
Brak chęci posiadania dzieci i rodziny, brak wiary w ludzi, wieczna ironizacją, problemy ukryte przez śmiech, śmiech przez łzy.
Jesteśmy kowalami własnego losu, ale to nie ja wybrałam dla siebie takie życie. To nie ja zabiłam w sobie tę moją dziecięcą naiwność, ja tego nie chciałam, a zostało mi to wydarte w okrutny sposób, przez bliższych i dalszych.
Dzisiaj, gdy stoję i patrzę na siebie w lustrze taka jaka jestem, nie jestem do końca z siebie dumna. Mam sporo za uszami, jak każdy.
Szkoda tylko, że smak gorzkich wspomnień minionych zabija mnie codziennie. Raz po raz uderza w moje skronie. Nie daje mi się odkryć, nie daje ukazać siebie, takiej jaka naprawdę jestem. Bez tych wszystkich ironii, sarkazmów, paranoi, wstydu, lęku. Niszczy moje relacje z tu i teraz, przez relacje z tam i kiedyś.
Niszczy mnie jedna rzecz, której nigdy się nie pozbędę. Przeszłość.

Złe uczucia

Upokorzenie, strach, ból, dyskomfort.
Te uczucia są złe, bardzo złe.
Pamiętam z dzieciństwa te wiercące coś w brzuchu, w momencie w którym coś naskrobałam, albo coś się wydarzyło. Czy to poczucie winy?
Nie wiem. Może strach i poczucie winy? Albo upokorzenie. To ostatnie boli najbardziej. Ktoś sprawia, że czuje się źle sama ze sobą.
Wiem, że coś poszło nie tak. To moja wina, że ktoś musiał tak stwierdzić.
Wiem, że się nie nadaje.

Czy byłam niewystarczająco dobra?
Słowa „niewystarczająco dobra„, są tak bolesne, że sprawiają, że mam ochotę nie oddychać ziemskim powietrzem ani minut dłużej. Kiedy ktoś sprawia, że tak się czujesz boli chyba bardziej niż własne stwierdzenie. Ktoś powie Ci jesteś nieodpowiednia, nie nadajesz się, nie jesteś dobra. Boli.

A jak to jest kiedyś ktoś tego nie powie, a tak myśli? Wiem, że tak jest.

Tysiąc razy bardziej.

A co jeśli ta osoba jest lub była bliska?

Miliard razy bardziej.

Nie ma w życiu nic ważniejszego niż szczerość.
Wolę najgorszą prawdę niż kłamstwo, zawsze wolałam.

Upokorzenie, to z tym słowem będę się dzisiaj kłaść do łóżka. To ono będzie głaskać mnie po policzku, ale łez ocierać nie będzie.
To upokorzeniu mówię dziś dobranoc.

Bo coś ze mną nie tak.

Nie jestem wystarczająco dobra.